NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

doRestauracji

czwartek, 13 lutego 2014

Pieprz... się spieprzył...

Sopocki Pieprz był kulinarnym odkryciem roku 2013, czego dowodem niech będzie opinia opublikowana na tym blogu prawie rok temu. Zafascynowała mnie nie tylko fantastyczna pizza, którą miałem okazję wtedy zjeść, ale przede wszystkim obsługa oraz indywidualne podejście do gościa restauracji (autorska pizza ówczesnego Szefa Kuchni).

Po wspaniałym jedzeniu i obsłudze pozostało niestety tylko wspomnienie... 


Często korzystam z ofert gruponowych, ponieważ dzięki temu mogę częściej bywać w restauracjach. Tak też było i tym razem. Niedzielny spacer w Sopocie miał się zakończyć w sopockim Pieprzu. Niestety się nie zakończył. Pomimo tego, że lokal świecił pustkami i miał sporo wolnych stolików obsługa odmówiła możliwości skorzystania z kuponu, ponieważ "zgodnie z regulaminem oferty trzeba dokonywać rezerwacji z jednodniowym wyprzedzeniem". Pomyślałem: niedzielne popołudnie, może faktycznie czekają na zwykłych klientów. Kilka dni później, w środku tygodnia, zadzwoniłem rano z zamiarem zarezerwowania stolika na późne popołudnie. Ta sama sytuacja: nie, ponieważ regulamin.


Szczęśliwie udało się za trzecim podejściem, chociaż niesmak pozostał. Naprawdę sporadycznie zdarza się, żeby właściciele restauracji odmawiali rezerwacji w tym samym dniu lub nawet przyjmowali "z marszu" z kuponem, a jeśli odmawiali to tylko w sytuacji kiedy lokal był pełny.


Zainteresowanie obsługi zaczęło się i skończyło w momencie przyjęcia zamówienia, później wydania dań i przyjęcia zapłaty. Beznamiętnie i szablonowo. Kelner bardziej był zajęty sobą niż swoimi gośćmi. Gdzie to indywidualne podejście sprzed roku, które mnie tak bardzo urzekło?


Jedzenie jest nijakie. Zniknęła z menu pyszna pizza, która była jedną z najlepszych w Trójmieście. Zostały burgery. Bułka w kanapce była już lekko czerstwa. Podgrzana była gumowata zamiast chrupiąca. Mięso wołowe było soczyste - i to chyba jedyny jego plus - ale strasznie jałowe w smaku. Brakowało w nim chociażby soli czy pieprzu. Autorski sos JackDaniels dodawany do kanapki był w niej niewyczuwalny. Może dlatego, że był w śladowych ilościach. Dodatki do burgera były również w małych ilościach z wyjątkiem wszechobecnej sałaty. Wysypywała się zarówno z kanapki jak i z talerza, gdzie występowała jako surówka stanowiąca dodatek do frytek. Nawet specjalność lokalu - cytrynowa lemoniada - nie była tak pyszna, jak zawsze.


Pieprz był moją ulubioną restauracją, którą ceniłem wysoko. Pozostało jednak po tym tylko wspomnienie. Byle jakiego jedzenia nie są nawet w stanie zrekompensować obsługą na w miarę przyzwoitym poziomie... Wielka szkoda...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html