NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

doRestauracji

sobota, 14 marca 2015

Kulinarna Beka z Magdą Gessler na bilbordzie

Na trasie na Półwysep Helski mijamy, niedaleko ronda w Pucku, wolno stojący budynek przed którym stoi wielka podświetlona beczka. Z bannera dowiadujemy się natomiast, że jest to kolejny lokal zrewolucjonizowany przez Magdę Gessler.

Hmmm... kusząca propozycja.

Po wejściu do lokalu witają nas marynistyczne dekoracje. Na ścianach przywieszone sieci rybackie i ryby. Na stołach w charakterze obrusów wielkie płachty szarego papieru. Lokal jest przyjazny dzieciom i w ten sposób umożliwia rodzicom spokojne zjedzenie posiłku. Na stole znajdują się również pudełka z kredkami, którymi dzieci mogą rysować po obrusie.

W centralnej części sali, pomiędzy stolikami, duży stół na którym stoją półmiski ze śledziem w dwóch odmianach oraz talerzyki i sztućce. Żadnej przy tym informacji, jaki jest cel tej wystawki. Nie dowiecie się tego również od obsługi. A szkoda, ponieważ jest to bardzo ciekawa forma podania startera, który pozwala zaspokoić pierwszy głód w oczekiwaniu na dania główne. Jest to pierwszy lokal z odwiedzonych przez nas w którym nie wydziela się gościom "czekadełka". Co więcej pozwala się wybrać to, na co gość ma ochotę. Tym bardziej dziwi, że lokal się tym nie chwali chociażby poprzez przemiłe kelnerki.


Menu bardzo urozmaicone, ale raczej chaotyczne. W karcie znajdziemy pierogi, dania z ryb, stek z wołowiny argentyńskiej, pół kaczki, polędwiczki wołowe i kilka dań z kurczaka. Wcześniej oczywiście można wybrać jedną z kilku przystawek czy zup. Standardowo również menu przygotowane przez Magdę Gessler, ale raczej mało gorąco polecane przez kelnerki.

Zamówione dania, to: zupa chrzanowa z dorszem polecana przez Magdę Gessler, łosoś pieczony w sosie cytrynowym podany z opiekanymi ziemniakami, frytkami i gotowanymi brokułami oraz również polecana przez Magdę Gessler gruszka gotowana na winie.

Instagram

Instagram

Instagram

Instagram

Instagram

Na przystawkę, spośród dwóch rodzajów śledzia, wybrałem koreczki śledziowe. Podane klasycznie: z cebulą, marchewką i ogórkiem w zalewie octowej. Mięso ryby było smaczne. Jednak zarówno smak jak i jędrność mięsa dalekie były od tego, co miałem okazję spróbować kilkanaście dni wcześniej w niedalekim Helu. Poza tym, jak dla mnie, zalewa w której zrobiono rybę była zbyt mocna.

Zupa chrzanowa była ciekawym doznaniem kulinarnym. Miała konsystencję lekkiego budyniu. Delikatna w smaku z lekką nutą pikantności, pochodzącą od świeżo zmielonego pieprzu. W smaku zupy dorsz był niewyczuwalny. W całej objętości talerza trafiłem na dwa niewielkie kawałeczki ryby. Warto spróbować w ramach ciekawostki kulinarnej, jednak nie jest to danie do którego chciałoby się wracać często.

Danie główne, to porażka kulinarna na całej linii. Na talerzu znalazł się sporej wielkości kawałek łososia podany z sosem cytrynowym, opiekane ziemniaki i brokuły. Sos cytrynowy był cytrynowym tylko ze względu na kolor. Sama ryba była na pierwszy rzut oka... zastanawiająca. Nie ta konsystencja mięsa, nie ten smak. Dopiero po pewnym czasie kelnerka uczciwie nas poinformowała, że zamówione przez nas ryby były chłodzone przez trzy dni. Dostawa ryb do lokalu była w środę rano, a posiłek jedliśmy w piątkowe popołudnie. Będąc prawie nad samym morzem, 40 km od rybnego zagłębia na Helu kucharz serwuje chłodzoną przez trzy dni rybę. Pozostawiam to bez komentarza. Dodam tylko, że brokuły były rozgotowane, a podane frytki były syntetyczną odmianą z paczki. Tu kolejna porażka lokalu, ponieważ kucharz jedynie do steka podaje ręcznie robione frytki, do pozostałych natomiast dań daje te paczkowane.

Zniechęceni obiadem oczekiwaliśmy na deser. Tu jednak zaskoczenie. Gruszka gotowana na winie okazała się fantastycznym, słodko - pikantnym deserem, który smakował doskonale. Jedynym minusem było to, że jedna gruszka to za mało...

Ogólnie wizyta okazała się mało udaną. Zwabieni Magdą Gessler jechaliśmy ponad 60 km tylko po to, żeby zjeść pyszny deser. Trochę to za mało, żeby specjalnie jechać do tego lokalu. Wracając jednak z Helu, gdzie zjemy pyszną i świeżą rybę warto się zatrzymać w Bece, żeby zjeść pyszny deser.

Koszt posiłku dla dwóch osób (gratisowa przystawka, zupa, danie główne, deser, kawa + herbata): 130 zł




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html