NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

doRestauracji

sobota, 23 maja 2015

Filharmonia Gdańsk

Restauracja Filharmonia w Gdańsku jest niejednoznaczna, a przez to trudna w ocenie. Na pierwszy rzut oka jest ekskluzywna. Ma nas o tym przekonać bardzo dopracowana (na pierwszy rzut oka) strona internetowa lokalu, menu z bardzo wysokimi cenami, doskonała lokalizacja (ścisłe centrum Gdańska, Motława), otoczenie lokalu (markowe hotele, topowe restauracje, Filharmonia Bałtycka) oraz fakt, że w lokalu - jako jednym z nielicznych w Trójmieście - jest pobierana obowiązkowa dopłata za serwis w wysokości 10% wartości rachunku. 

Lokal był w centrum mojego zainteresowania od dawna. Chciałem spróbować dań, reklamowanych przez właścicieli lokalu jako doskonałych z elementami kuchni fusion i molekularnej.

Filharmonia z zewnątrz jest przepiękna. Mieści się w XIX wiecznym neogotyckim budynku z cegły. Po wejściu do lokalu wita nas dosyć liczna obsługa. Na trzy zajęte stoliki, w sobotni wieczór, trzech kelnerów powinno gwarantować szybką i sprawną obsługę. Wnętrze lokalu początkowo zachwyca. Na centralnej ścianie freski, na bocznych ścianach cegła, na kolejnej ścianie duże okna z widokiem na Motławę i Stare Miasto. Duże drewniane stoły gotowe na przyjęcie gości: na białym obrusie znajdują się sztućce oraz kieliszki.

Menu jest bardzo krótkie: cielęcina, jagnięcina, polędwica z sarny, ryby (tilapia i lucjan czerwony). Dodatkowo Szef Kuchni poleca tzw. menu degustacyjne, składające się z siedmiu dań. Zgodnie z informacją uzyskaną od kelnerów podane na stronie menu degustacyjne jest sezonowo zmieniane. Na stronie lokalu nadal widnieje "menu zimowe", chociaż w lokalu jest już serwowane "menu wiosenne". Po pytaniu o tę rozbieżność pada zapewnienie ze strony kelnerów, że zostanie to niezwłocznie uaktualnione. Pomimo tego, że od wizyty minęło trochę czasu, a lato zbliża się wielkimi krokami, lokal nadal promuje... "menu zimowe".

Zdecydowaliśmy się na menu degustacyjne, ponieważ mogło dać nam to szansę na pełne zapoznanie się z umiejętnościami Szefa Kuchni. Zamówienie zostało przyjęte, jednak ze stołu nie zniknęły zbędne elementy zastawy. Puste kieliszki, nie pasujące do wybranego przez nas wina, stały z nami do końca kolacji. Zresztą tak samo, jak te prawidłowe. Pomimo tego, że zamówiliśmy wino, kelnerzy o nim po prostu zapomnieli. Podobnie zresztą jak zapominali zabrać brudne naczynia po daniach. Trochę słabo jak na lokal, który każe sobie płacić dodatkowo za serwis.

W oczekiwaniu na dania można się było rozejrzeć po sali. Początkowy zachwyt z czasem zanikał. Pierwsza rzecz, która rzuciła się w oczy: wystrój sali kłóci się z wystrojem lady barowej. Wyklejona w tej części tapeta i proste szafki kompletnie nie pasują do stylowego wnętrza. Następna rzecz, która rzuciła się w oczy to wielka decha zasłaniająca pół okna. Mocno popękane ściany. 

Po chwili na stole pojawiło się czekadełko: cztery ciepłe bułeczki pszenne z makiem oraz trzy rodzaje masła smakowego (łososiowe, czosnkowe i curry). Byłoby smaczne, gdyby nie obecność dużej ilości maku na pieczywie. Zabijał on smak masła.

Instagram

Kolejne danie, to mule w sosie maślano-winnym na surówce z glonów morskich, podane w charakterze przystawki. Mule były zbyt długo przetrzymane w wywarze, przez co zrobiły się mocno gumowe i praktycznie niejadalne. Surówka goma wakame z glonów morskich była fantastyczna: lekko twardawe wodorosty o ciekawym, słodkawym posmaku. 

Instagram

Po przystawce pojawiła się stole zupa z rukwi wodnej z serem pecorino. Lekko pikantna, o konsystencji półpłynnego kremu. Smakowała doskonale. Ciekawie podana, w słoiku. Jednak jedzenie ze słoiczka podaną tradycyjną łyżką stołową nie było zbyt wygodne.

Instagram

Pierwsze z dań głównych, to danie rybne. Dorada upieczona w całości została podana z purée ziemniaczanym z dodatkiem musztardy Dijon oraz marchewką i kukurydzą. Mięso ryby było bardzo delikatne i doskonałe w smaku. Musztardowy, ostry posmak purée doskonale podkreślał delikatność ryby. Zaproponowane warzywa, w moim odczuciu, nie pasowały do dania. Były jałowe w smaku i nijakie.  Danie wyglądało bardzo surowo, purée zostało podane bez żadnej finezji. Trochę się to kłóciło z daniem wcześniejszym, gdzie kuchnia "popłynęła" z przesadną dekoracją.


Instagram


Po daniu głównym pojawił się w charakterze intermezzo sorbet lodowy zrobiony z zielonego jabłka i martini. Koszmarnie słodki.


Instagram

Kolejna propozycja menu degustacyjnego, to polędwiczka wieprzowa podana w sosie truflowym z warzywami grillowanymi i ziemniakami potatki. Sporej wielkości kawałek polędwicy był soczysty i delikatny w smaku. Podane warzywa grillowane były lekko twardawe i smaczne.  

Instagram

Ostatnie danie, to crème brûlée, czyli deser przygotowywany na bazie kremu z jaj, śmietany i cukru, przykryty cieniutką warstwą karmelu. Bardzo delikatny, kremowy, był doskonały w smaku. Dokładnie taki, jaki miałem okazję jeść we Francji. 

Instagram



Na wstępie napisałem, że trudno jednoznacznie ocenić ten lokal. Z jednej strony właściciele próbują nas przekonać o ekskluzywności tego miejsca, by na miejscu detalami zbojkotować ten zamysł. Obiecują doskonałą kuchnię z elementami kuchni fusion i molekularnej, a serwują smaczne lub bardzo smaczne, ale przewidywalne i raczej pospolite dania, które można zamówić w wielu miejscach w Trójmieście czy Polsce, za zdecydowanie mniejsze pieniądze. Nie znalazłem w zaproponowanym menu, które miało być przecież popisowym Szefa Kuchni, ani elementów fusion (łączenie tradycyjnych przepisów ze wszystkich zakątków świata w taki sposób, aby poprzez łączenie ze sobą i mieszanie składników, smaków, sposobów przyrządzania i ostatecznie podania, stworzyć finalnie ich nową kulinarną wariację) ani elementów molekularnych (zaskakujące połączenia smaków, dbałość o aromat, konsystencję i temperaturę dań). Wszystko wyglądało i smakowało tak, jak powinno wyglądać i smakować (nie było elementów molekularnych), a zestawienia smakowe były raczej tradycyjne (nie było elementów fusion). Pobierając dopłatę za serwis sugerują, że obsługa jest na najwyższym poziomie. Otrzymujemy jednak przeciętnej jakości serwis, bez zbytniej dbałości o klienta. Dyskwalifikujące dla mnie jest w tym momencie zapominanie o zamówieniu klienta (wino), dopuszczenie do tego, żeby przy trzecim daniu pozostawały na stole puste talerze po czekadełku, czy nieznajomość serwowanych dań przez kelnerów. Dlaczego właściciele każą sobie płacić extra za taką fuszerkę?

Osobiście proponuję pójść ulicą parę kroków dalej i odwiedzić restaurację Ritz, gdzie z całą pewnością zjemy taniej i smaczniej, a podane dania na pewno nas zaskoczą. Recenzja z tej wizyty również została opublikowana na blogu.

Koszt posiłku dla dwóch osób (menu degustacyjne + kawa + herbata): 620 zł.


 
Restauracja Filharmonia Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html