NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

doRestauracji

poniedziałek, 18 grudnia 2017

SEAFOOD STATION... ten przystanek można (bez żalu) przeoczyć i wysiąść na następnym

Sopocki Seafood Station intrygował nas od dawna. Zakochani w rybach i owocach morza dawno już chcieliśmy sprawdzić, co też ma do zaoferowania restauracja, specjalizująca się wyłącznie w tej grupie. Okazją do odwiedzenia tego lokalu był Restaurant Week, czyli event organizowany jednocześnie w kilkunastu miastach, podczas którego Szefowie Kuchni chcąc pokazać się z jak najlepszej strony przygotowują na tę okazję dania zupełnie nowe lub modyfikując te istniejące już w karcie. 

Pierwsze wrażenie po wejściu do lokalu nie było pozytywne. Białe kwadratowe kafle na podłodze i ścianie, aż po sufit, oraz ogromne szare drzwi prowadzące z sali do kuchni w pierwszym odruchu skojarzyły nam się ze szpitalną salą operacyjną i prosektorium. Być może zamysłem miało być nowoczesne wnętrze nawiązujące do targów rybnych (jak przeczytałem na stronie), jednak w naszym odczuciu zamiast przyjemnej knajpki z przytulnym wnętrzem powstało zimne i odpychające pomieszczenie. Wrażenia to potęgowały blaty stolików w kolorze białego marmuru, czarne krzesła oraz zimno-błękitne elementy dekoracyjne. Przyznam uczciwie, że była to jedna z niewielu restauracji, w której czuliśmy się niekomfortowo. Równie chłodna i zachowawcza była obsługa w lokalu.


Karta dań jest krótka.  Niespodzianki nie ma, w menu znajdziemy wyłącznie ryby i owoce morza. Irytujące w karcie dań jest to, że przy niektórych daniach nie ma podanej ceny, a jest tylko lakoniczna informacja, że cena jest sezonowa. Otrzymując menu mimo wszystko jednak chciałbym wiedzieć, jakiego rachunku mogę się spodziewać. Zapytany o to kelner nie potrafił logicznie wytłumaczyć takiej polityki cenowej lokalu.


Menu festiwalowe, to przystawki pod postacią bagietki z pastą z wędzonej makreli odpowiednio ze śledziem w cydrze oraz tajską zupą z owocami morza, tagliatelle z owocami morza i grillowany filet z dorady jako dania główne oraz desery pod postacią ciastka maślanego z konfiturą jabłkową i sernikiem cynamonowym.

Pasta z makreli była najsmaczniejszym składnikiem przystawki. Dwie kromki świeżego pieczywa  w połączeniu z dobrze doprawioną, lekko pikantną pastą smakowały doskonale. Śledź w cydrze, to dwa niewielkie kawałeczki ryby kompletnie bez wyrazu. Strasznie mdłe i nijakie w smaku. Zupa tajska była słodko - pikantna, z posmakiem sezamu który do niej dodano. Nie miała w ogóle smaku ryb i owoców morza. W wodnistej, cieczy znalazły się dwie muszle małży (w tym jedna pusta) oraz jedna krewetka. Prawdziwa "uczta".




Danie główne rybne, to niewielki kawałek grillowanej dorady, całkiem jednak smaczny. Szkoda tylko, że podano go z zimnym puree ziemniaczanym oraz letnimi warzywami grillowanymi. Chłodne danie było w całości umiarkowanie smaczne. Pusty w dużej części talerz i ćwiartka cytryny robiącej za dekorację sprawiały smętne wrażenie. Danie podane zostało zupełnie bez finezji i polotu.


Drugie z dań głównych, to makaron tagliatelle podany z owocami morza i sosem na bazie muli i krewetek. Sos był bardzo smaczny. Mocno intensywny i aromatyczny od owoców morza nadawał daniu charakteru. Makaron został przygotowany al dente. W daniu znalazły się trzy muszle z małżami i trzy krewetki. Z ciekawości sprawdziłem koszt tego dania w karcie: 50 zł. Cena kosmiczna w porównaniu do tego, co znalazło się na talerzu.


Desery, to mikroskopijne porcje ciastka maślanego i sernika, który do złudzenia smakiem przypominał zwykły serek homogenizowany.



Przyznam szczerze, że wizyta w restauracji mocno nas rozczarowała. Spodziewałem się osobiście prawdziwej uczty z rybami i owocami morza w roli głównej, a otrzymaliśmy mikro porcje, które nawet nie połechtały dobrze naszych kubków smakowych. Można powiedzieć: ok, to były dania festiwalowe, za mniejszą cenę, a zatem mogły być odchudzone. Ja osobiście mam inne podejście do tego tematu. Udział w takiej imprezie jest dla restauracji formą reklamy. Pewnym kosztem, który trzeba ponieść, żeby gość chciał tu wrócić i zamówić dania z "normalnej" karty. Po wizycie w Seafood Station w ramach Restaurant Week wiem jedno: my raczej do tego miejsca już nie wrócimy.

Koszt posiłku trzydaniowego dla dwóch osób (menu festiwalowe): 98 zł
Adres lokalu: Seafood Station, Sopot, Dworcowa 7, tel.: 58 523 88 55

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html