NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

doRestauracji

Noc Restauracji 2014

Noc Restauracji to okazja do reinterpretacji tradycyjnych dań i składników regionalnych. Szefowie Kuchni, wykorzystując w swych kreacjach składniki tradycyjne dla miasta czy regionu stworzyli dania,  pozwalające odkryć smaki i aromaty w zupełnie nowy sposób. Tyle z oficjalnego komunikatu organizatorów.

Tegoroczna edycja tego kulinarnego wydarzenia była pretekstem do odwiedzenia restauracji mieszczącej się w Hotelu Gdańsk zlokalizowanej za Motławą. Brovarnia Gdańsk, bo o tym miejscu mowa, przygotował na nocne ucztowanie kilka dań.

Na przystawkę zamówiłem gravlax z cytrusowo-sezamową salsą, ze świeżą kolendrą, chilli i ogórkiem.


Na talerzu zostało podane kilka plastrów marynowanego łososia, podanego z sałatką z ogórków, chilli i listkami kolendry. Sałatka o bardzo ciekawym słodko-pikantnym smaku doskonale współgrała z delikatnym smakiem łososia podkreślając delikatność ryby. Jedyną rzeczą, do której można mieć zastrzeżenia, to podanie w charakterze dekoracji pomidorków cherry, które były niedojrzałe. Takie pomidorki nie powinny się pojawić na talerzu, tylko zostać wykorzystane przez kucharzy w inny sposób.

Danie główne to świeży dorsz podany ze szparagami w cytrusowym sosie holenderskim z młodym szpinakiem


Na talerzu pojawiły się dwa kawałki ryby, sałatka zrobiona z liści szpinaków połączonych z rzodkiewką oraz pieczony ziemniak. Otrzymane danie było obłędne w smaku, pomimo tego iż nie było szparagów, które pojawiły się w nazwie. Szkoda, ponieważ doskonale współgrałyby z gęstym, maślanym sosem cytrusowym, na którym została podana ryba. Zastanawiające jest jednak to, że kelnerka przyjmująca zamówienie nie poinformowała, że danie będzie podane bez jednego z głównych składników dania.  Sos wspaniale komponował się z delikatnym mięsem ryby. Ryba była podana w ziołach, jednak ich ilość była tak dobrana, żeby podkreślić a nie zdominować smak ryby. Najmniej udaną częścią dania był ziemniak: ugotowany i podsmażony, smakował tak sobie.

Deser, to creme brulee podany z żelem jagodowym.



Mając w pamięci smak oryginalnego paryskiego deseru z pewną ostrożnością zamówiłem ten deser. Pierwsze wrażenie - jak oryginał francuski. Na wierzchu znajdowała się warstwa doskonale skarmelizowanego cukru, skrywająca delikatny w smaku krem. Sam smak doskonały, jednak konsystencja kremu była odrobinę bardziej gęsta niż w kremach, które miałem okazję jeść w Paryżu. Francuski creme brulee jest bardziej delikatną konsystencję. Kremy francuskie podawane były bez żadnych dodatków. Tutaj otrzymałem krem umieszczony na żelu z czarnych jagód. Ciekawe w smaku połączenie, osobiście wolę jednak klasyczną odmianę tego deseru. Do deseru została podana kawa latte, która niestety nie miała nic wspólnego z tą kawą - nie było rozdzielonych warstw. Nie przemawia do mnie stwierdzenie, że to maszyna robi taką kawę. Zamawiając kawę latee oczekuję takiej właśnie kawy, a nie zwykłej kawy z mlekiem. Może więc warto zainwestować w lepszy ekspres do kawy albo człowieka, który posiada umiejętność zrobienia prawdziwego latte.

Ogólnie jednak uważam kolację za bardzo udaną i polecam Brovarnię Gdańsk jako miejsce do zjedzenia pysznego obiadu czy kolacji.



BiałystokPoznań
Gdańsk