NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:

Prezenty dla smakoszy

piątek, 20 czerwca 2014

Petit Paris Sopot... une grande déception

Sopocki Petit Patis jest miejscem, które z jednej strony wzbudziło wielkie nadzieje na ponowne spotkanie z kuchnią francuską - tym razem na gruncie polskim - a z drugiej strony było wielkim rozczarowaniem.

Nie ukrywam, że moje nadzieje wzbudziła opinia Magdy Gessler, które w najnowszym przewodniku 101 restauracji i hoteli w Polsce. Przewodnik Magdy Gessler z "Newsweekiem" bardzo pozytywnie wypowiedziała się o lokalu, pisząc m.in.: Gdy po raz pierwszy odwiedziłam Mały Paryż w Sopocie, byłam bliska ekstazy. Po skosztowaniu nerki cielęcej w roladzie, lakierowanych masłem szparagów z dorszem czy wieprzowej nóżki faszerowaną kaszanką na zielonej soczewicy w winie, occie sherry i ubijanym maśle doszłam do wniosku, że nie znam nikogo, komu udałoby się się tak zgrabne połączenie różnych kulinarnych światów. Dalej możemy przeczytać: Philippe Abraham [szef kuchni - przyp. red.] po prostu codziennie wstaje o świcie, biegnie na lokalny targ i samodzielnie wybiera te produkty, które są mu potrzebne. Dopiero potem do głosu dochodzi magia talentu Philippe'a. 

Lokal usytuowany niedaleko głównego sopockiego deptaka jest bardzo przytulnym miejscem. Prosto i skromnie urządzony, chociaż bardzo ciepły i przyjazny. Tego niestety nie da się już powiedzieć o obsłudze lokalu. Obsługiwała nas Pani, która miała raczej chmurne oblicze i jeśli się już uśmiechała, to bardzo sporadycznie. Zauważyłem zresztą, że inni pracownicy też raczej zachowywali mocny dystans w stosunki do obsługiwanych klientów. Postawa ta bardzo się kłóci z naturalną serdecznością Paryżan, której doświadczałem przy każdym pobycie w restauracji we Francji. Restauracji zarówno zlokalizowanej w czterogwiazdkowym legendarnym hotelu Le Bristol jak i małych rodzinnych restauracyjkach.

Zaczęliśmy od przystawek: tradycyjnego tatara z polędwicy wołowej oraz śledzia w śmietanie. Nie ukrywam, że obie przystawki były wyśmienite w smaku. Bardzo delikatne mięso wołowe, grubo siekane i idealnie przyprawione, rozpływało się w ustach. Śledź pozbawiony  nadmiaru soli i podany z przepyszną śmietaną smakował doskonale. Oba dania podano z pokrojoną prawdziwą bagietką francuską, 


Kolejne dania to zupy: rybna, cukiniowa oraz cebulowa. Zupa rybna podana z pomidorami, w moim odczuciu smakowała jak ryba po grecku podana z rozwodnionym sosem. Mnie osobiście nie przypadła do gustu, chociaż mojemu Przyjacielowi, który ją zamówił smakowała bardzo. Zamówiona przeze mnie zupa cebulowa była doskonała: miała bardzo wyrazisty smak przesmażonej na maśle cebuli wzmocnionej aromatem białego wina. Podana z zapieczonym serem smakowała nieziemsko. Nie obyło się jednak bez wpadki: obsługa zapomniała o jednej z zup i została ona podana z lekkim opóźnieniem.





Zafascynowani smakiem przystawek oraz zup z niecierpliwością oczekiwaliśmy na dania główne: grillowane dzwonko z halibuta serwowane z ziemniakami croustillante z rakami, fileta z łososia pieczonego w bułce tartej z migdałami i pomarańczami podawany z letnim porem i cukrowym groszkiem oraz grillowany antrykot wołowy podawany z tradycyjnym sosem Bearnaise domowymi frytkami i sałatą sezonową.


 


Przy tych trzech dania szef kuchni i obsługa polegli na całej linii. Zacznę od dań, które zamówili Przyjaciele, czyli od ryb. W tym miejscu chciałbym przypomnieć słowa Magdy Gessler: Philippe Abraham [szef kuchni - przyp .red.] po prostu codziennie wstaje o świcie, biegnie na lokalny targ i samodzielnie wybiera te produkty, które są mu potrzebne. Hmmm... Ryby były mrożone i tego nawet obsługa nie ukrywała. Trudno codziennie rano biegać na targ po mrożone ryby. Żadna [sic!] z ryb z karty nie była świeża, tylko wszystkie były mrożone. O ile łososia dało się zjeść, o tyle halibut po prostu się rozpływał. Bynajmniej nie w ustach, tylko na talerzu pozbawiając się nadmiaru wody, którą zaabsorbował w procesie mrożenia. Ryba została podana letnia. Była jałowa w smaku. Ziemniak croustillante  to zapieczony baton z ziemniaczanego puree z szyjkami raków, które po przekrojeniu rozlał się nieapetycznie po talerzu. Smakował koszmarnie. Zamówiony przeze mnie atrykot, który miał być wypieczony medium był tak wypieczony... w połowie. Po obróceniu mięsa na grillu zostało przytrzymane na ogniu odrobinę za długo, w efekcie czego mięso nie było już soczyste, tylko wysmażone. Połowa soczysta a połowa wysmażona. Podane frytki śmierdziały starym olejem, wyglądały nieapetycznie i były po prostu zdechłe, a nie chrupiące, a przy tym zbyt mocno przyrumienione i letnie. Wyglądały i smakowały jak odgrzewane. Sałata sezonowa, to kilka gołych listków sałaty podanych bez żadnego sosu vinegrette czy chociażby soli. Nie pomogła im nawet oliwa, która stała na stole.

I w tym miejscu zaczyna się najlepsza część całego wieczoru. Po zwróceniu uwagi obsłudze, że frytki i ryba nie nadają się do zjedzenia kelnerka oczywiście zabrała zakwestionowane dania. Po dłuższej chwili wróciła z... ponownie podgrzanymi frytkami i napoczętym kawałkiem ryby, tyle że podgrzanym. Pozostawiam to bez komentarza.

Oczywiście deseru już nie braliśmy, zniechęceni daniem głównym. 

Petit Paris... wielka nadzieja i wielkie rozczarowanie. Nie ukrywam, że spodziewałem się po tej restauracji zdecydowanie wyższego lotu kuchni, a przede wszystkim bardziej profesjonalnego podejścia do klienta. Zdecydowanie nie wrócę więcej do Małego Paryża w Sopocie...

Koszt posiłku dla dwóch osób (przystawka+zupa+ganie główne): 290 zł

Petit Paris Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html