NASI PARTNERZY

NASI PARTNERZY:


wtorek, 23 lutego 2016

Mio Angel... sconfitta culinaria

Mio Angel jest niewielkim tczewskim lokalem, który przeszedł matamorfozę w ramach Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler w 2014 roku. Do odwiedzenia lokalu zachęciły mnie bilboardy z Magdą Gessler oraz zapełnione w nim stoliki.

Pierwsze wrażenie po wejściu nie jest pozytywne. Mały lokal na kilka stolików jest niebiesko - bury i nijaki. Przy drzwiach wejściowych, na murku wewnątrz pomieszczenia, wielki podłużny kosz, w którym kiedyś zapewne były doniczki z kwiatami, a teraz stał pusty. Na stołach są obrusy, jednak zaschnięte plamy na nich wskazują, że raczej nie są często wymieniane. Brakuje nawet tak podstawowych elementów, jak serwetki na stole. Karta dań, na pierwszy rzut oka, wydaje się ładna: książeczka formatu C3, gdzie na lakierowanych sztywnych kartach są wyszczególnione dania, ich skład i cena oraz są pokazane zdjęcia wybranych dań. Podczas przeglądania menu mocno zaczynają jednak razić powklejane zadrukowane i krzywo poprzycinane białe kartki z nowymi daniami oraz wykreślone markerem nieaktualne pozycje. Biorąc pod uwagę, że karta dań jest wizytówką restauracji, ta stanowi antyreklamę. Ceny raczej niskie, bardziej barowe niż restauracyjne. Obsługa jest niespecjalnie zainteresowana gośćmi.


Instagram

Instagram


W zasadzie opisane powyżej trzy elementy: brud na stole, karta dań i obsługa powinny być sygnałem do opuszczenia lokalu. Magia nazwiska "Gessler" zatrzymała mnie jednak w nim.

Zamówiłem dwa dania: pierogi z kapustą i grzybami, reklamowane jako nowość lokalu w ramach "festiwalu pierogów" oraz pizzę z menu polecanego przez Magdę Gessler. Poprosiłem również o kawę latte. Kelnerka poinformowała mnie, że może mi zaproponowac zwykłą kawę z ekspresu ciśnieniowego, sypaną lub rozpuszczalną.  No tak: w ekspresie nie ma przycisku "latte", więc takiej kawy nie można już podać. Bo przecież trudno się nauczyć spieniania mleka i odpowiedniego wlewania do niego kawy :(

Instagram

Instagram


Pierwsze z zamówionych dań, czyli pierogi, otrzymałem po ok. 10 minutach. "Festiwal pierogów" to cokolwiek szumna nazwa w odniesieniu do zaoferowanego produktu. Spośród 4 smaków dostępne były tylko z kapustą i grzybami. Trochę to dziwne, ponieważ pierogi są podobno lepione na bieżąco. Na talerzu otrzymałem 8 średniej wielkości pierogów, które były tak płaskie, jakby kucharz przepędził przez nie stado słoni przed wydaniem ich na stół. Farsz stanowił może 30 % całego pieroga. Ciasto średniej grubości, miękkie, ale kompletnie jałowe i bez smaku. Farsz miał bliżej nieokreslony smak, jednak ani mu nie było po drodze do kapusty kiszonej ani tym bardziej do grzybów. Jałowa w smaku, rozgotowana, zmielona drobno papka. Dodatkowo pierogi tonęły w tłuszczu, na którym usmażono (a właściwie przypalono) cebulę. Zanim zdążyła się zeszklić już się przypaliła, przez co była pół-surowa, twardawa i gorzka.


Instagram

Pizza z menu polecanego przez Magdę Gessler (nazwana w menu Pizza MG) zapowiadała się apetycznie: sos aioli, szparagi, pieczarki i ser pleśniowy misternie ułożone na cienkim i wypieczonym cieście, skropione oliwą truflową. To, co otrzymałem na stole znacząco odbiegało od mojego wyobrażenia o tym daniu. Na sporym (ok. 35 cm średnicy), cienkim i niedopieczonym placku leżała cebula (tak na oko 60 % całości dania), która była twarda i pół-surowa, kilka surowych i podsuszonych pieczarek, trzy niewielkie, zdechłe, rozgotowane i kompletnie już bez smaku szparagi, kawałki najtańszego marketowego sera pleśniowego camembert. Całość zalano wręcz marnej jakości oliwą, z nazwy chyba tylko truflową. Daniu pikanterii dodawał świeżo zmielony czarny pieprz, podany również w nadmiarze. Sosu aioli nie wyczułem. Dodatkowo do pizzy podano "sos pomidorowy" zrobiony z rozwodnionego koncentratu pomidorowego z dodatkiem ziół.

Instagram

Przyznam uczciwie: tak paskudnej pizzy nie jadłem już dawno. Nazwanie tegoż w menu "oryginalnie włoskim ciastem dla koneserów" jest zwykłym bluźnierstwem. Podana pizza nie ma nic wspólnego z włoską. Bardziej jej było do marketowego cebularza (dla niewtajemniczonych: średniej wielkości placek przykryty cebulą i - opcjonalnie - żółtym serem). O ile jednak za cebularza cena 3-5 zł jest uczciwa, o tyle wycenienie tak podanego dania na 26 zł jest zdecydowaną przesadą. Niska jakość produktów (camembert, oliwa), brak odpowiednich  proporcji (cebula, cebula i jeszcze raz cebula, zalane oliwą i zasypane pieprzem) oraz brak elementarnej wiedzy kulinarnej (twarda cebula, surowe i podsuszone pieczarki, rozgotowane szparagi) biją w kubki smakowe niemiłosiernie. Niestety, ale tak przygotowanego i podanego dania nie można ocenić wyżej, niż 0 (zero).

Zdecydowanie odradzam wizytę w Mio Angel w Tczewie.

Koszt posiłku (pierogi + pizza + sok): 38 zł.



PS.: na koniec trochę czarnego humoru. W sumie byłoby śmiesznie, gdyby nie było prawdziwie. W momencie, kiedy zastanawiałem się nad mnogością cebuli na pizzy wszedł właściciel lokalu z wielkim workiem pełnym cebuli i pytaniem: starczy Wam tyle, dziewczyny? Patrząc na pizzę i mając w pamięci pierogi chciałoby się w tym momencie głośno za nie odpowiedzieć: NIEEEEEEE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz podzielić się swoją opinią o lokalu?

Wypełnij formularz: http://www.smakosze.info/p/podziel-sie-opinia.html